gdzie kupić prawo jazdy Bydgoszcz

RAWICZ.8log.pl | Strona: 19.html

Temat: MG ZR 160
3 właściciel (2 jeżdżący)
czasu nie mierzyłem, sugerowałem się samymi odczuciami, chociaż koleś ze 100% pewnością mówił, że biorąc pod uwagę granicę błędu powinien spokojnie zmieścić się w 8 sek. - tylko, że tak jak napisałem, jazda Cooperem była nieporównywalnie lepsza gdzie w danych producenta kuper ma 7.0 a ZR 7.4 sek. do setki, więc aż tak dużej różnicy nie powinno być - powinienem czuć się jak w małej rakiecie (a takie wrażenie dał mi tylko Mini - w ZR było fajnie, ale bez takich emocji); nawet jeśli Mini ma lepszy moment obrotowy (220 a w ZR bodajże 174) wrażenia z jazdy i przyspieszenia powinny być podobne a tak niestety nie było
co do uszkodzeń to samochód zsunął się ze skarpy i miał uszkodzoną prawą stronę i zbitą szybę (podobno tylko to), ale żadnych uszkodzeń podwozia ani samej ramy
po uszkodzeniu gdzieś tam za granicą został kupiony przez kolesia z Bydgoszczy, naprawiony i sprzedany obecnym właścicielom
brat sugeruje, że zbiera się jak samochód który ma 100 koni - czyżby mimo wszystko wersja 1.4?
mam mieszane uczucia i w danej chwili jestem skłonny dołożyć te kilka klocków i kupić młodszego tym bardziej, że będę za tydzień w okolicach i go obejrzę
Źródło: forum.roverki.pl/viewtopic.php?t=16169



Temat: Więcej Chętnych - Informacje
WIĘCEJ CHĘTNYCH - INFORMACJE

Szkoły jazdy mają mnóstwo chętnych na kursy kategorii C i C+E. Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Bydgoszczy musi wręcz kupić kolejną ciężarówkę, by nadążać z doszkalaniem i egzaminowaniem kierowców

- Rzeczywiście, zauważyliśmy coraz większe zainteresowanie kategoriami C i C+E, czyli na ciężarówkę i ciężarówkę z naczepą - mówi Tadeusz Błażejewski, dyrektor WORD. - Dlatego zorganizowaliśmy kolejny przetarg na pojazdy do egzaminowania kandydatów na prawo jazdy. Będą służyły również do doszkalania kierowców, którym służy ono w celach zarobkowych - dodaje.

To nie pierwszy taki zakup w ostatnich miesiącach. W sierpniu WORD wzbogacił się o ciężarowego mana. Nie miał wyjścia - musiał zdecydować się na ten wydatek. - Dawniej egzaminy na kategorie C i C+E odbywały się raz w tygodniu. Grupa liczyła ok. 10 osób. Dzisiaj codziennie egzaminowane są dwie takie grupy. Rozważamy również zakup autobusu, ale decyzja jeszcze nie zapadła - wyjaśnia Błażejewski.

Na runie na ciężarówki zyskują też szkoły jazdy. - Od dwóch lat zainteresowanie tą kategorią znacznie wzrosło - przyznaje Henryk Cichacki, właściciel bydgoskiej "Arki". - Po ukończeniu kursu kierowca zatrudnia się w polskiej firmie z reguły na rok, zdobywa konieczne doświadczenie i wyjeżdża za granicę. Maciej Wrzesiński (na zdjęciu) w poniedziałek zdał egzamin na ciężarówkę z przyczepą. Nie zamierza wyjeżdżać za granicę. - W Polsce też można przecież pracować jako kierowca - mówi.

Zdaniem Konrada Kołodziejskiego, pracownika firmy organizującej wyjazdy na saksy, zapotrzebowanie na kierowców za granicą nadal jest bardzo duże. - W Anglii mogą zarobić nawet do 2 tys. funtów - dodaje Kołodziejski. Robota dla kierowców ciężarówek jest również w Polsce. W bydgoskim Urzędzie Pracy czeka na nich teraz ok. 20 ofert.

Kurs na kategorię C i C+E kosztuje od 1600 do 1800 zł. Przewoźnik może zatrudnić kierowcę, który ukończył 21 lat, posiada odpowiednie uprawnienia oraz ukończył kurs dokształcający na przewóz rzeczy. Te ostatnie przeprowadza tylko WORD. Cena zależy od daty wydania świadectwa kwalifikacyjnego. Wynosi albo 200, albo 700 zł.

Tekst pochodzi ze strony: www.bantir.pl
Źródło: roadtrain.fora.pl/a/a,203.html


Temat: Kwietniowe Maluszki II ****pierwszy roczek za nami****
Olu, moi Rodzice, szczególnie Tata, nie może ścierpieć, że Tymi ma na imię TYMOTEUSZi o ile imię JULIUSZ jakoś przetrawił... Tymka nie może i koniec. Podoba Mu się Tymi, Tymek, Tymon, ale jakoś Tymoteusz Mu nie leży, bo mówi, że jest dziwaczne i że za 50 lat będzie się z Niego każdy śmiał... Ech, różnica pokoleń...
A ja mam nazwisko od ślubu takie, którego nienawidzę... i w dodatku każdy je przekręca i robią ze mnie Annę GÓRNIAK... A miałam takie normalne, polskie, zakończone na "-ska".
Tymo coraz bardziej ruchliwy, z choróbska wychodzimy.
Z Julkiem mam takie same problemy jak Ty Olu z Kubą... Tylko że u nas poza niegrzecznością ogólną jest wymierzanie kar cielesnych Tymkowi przez Julka... Ogólnie zauważyłam, że od od kiedy Tymi stał się mobilny, Julas poczuł się zagrożony i broni swojego terytorium, zabawek...
Dziś Tymi obił się o kanapę i ma ślicznego guza na środku czoła... a Julas obił się o stół brodą... więc kto wie, może jutro mnie ktoś o znęcanie się nad Dziećmi oskarży .
Mam problem z Chrzestym Tymka... niby wszystko oki... ale kurcze, ilekroć się umówimy na spotkanie... ciągle Mu coś wypada. Jest w Bydgoszczy codziennie, bo razem z Kamilem pracują... a od Chrzcin, które były w sierpniu (na początku), był tu aż jeden raz, jak Tymi skończył 6 miesięcy. Nawet prezenty przekazuje zaocznie... Jutro też miał przyjechać, ale auto Mu się zepsuło... W sumie jestem trochę zła... Może nawet bardzo. Bo nie chodzi mi o prezenty, ale o to, żeby Tymi Go znał... Jestem zła tym bardziej, że teraz wiem, że miałam jeszcze jedną opcję na Chrzestego, ale jakoś się to rozmyło... a Facet się częściej z Tymim widzi i z Nim bawi, niż Jego rzeczywisty Chrzestny.
Nasze plany mieszkaniowe cały czas w rozsypce... Mieszkania znów podrożały. O kolejne 10 tys. A i tak nie ma żadnego co nas na kolana powala. I jest jeszcze jedna smutna wiadomość... Kończy się Kamilowi zdolność kredytowa... więc jeśli mieszkania podrożeją o kolejne 15 tys. to w ogóle możemy zapomnieć o większym lokum. Dziś Kamil oglądał mieszkanie za 187 tys. na 4 piętrze, ze starymi oknami blok z wielkiej płyty, 65 m2, żaden luksus, a wychodzi ok. 2870 PLN za m2. I się zaczęliśmy zastanawiać się czy nie kupić mieszkania w nowym bloku, dopiero budowanym. Metr w takim mieszkaniu kosztuje ok. 2700 PLN, tylko że termin zakończenia budowy to III kwartał 2008. Czyli pewnie musielibyśmy sprzedać nasze mieszanie... wyprowadzić się w kosmos na ponad rok (czyt. coś wynająć) i dopiero za półtora roku byśmy się wprowadzali... Na domek mnie nie namawiajcie... , muszę mieszkać w mieście, bo nie mamy nawet auta, a domki w mieście mają ceny kosmiczne. Inna kwestia, że nia mam prawa jazdy, więc nawet auto niczego by nie zmieniło.
A jeszcze wrócę do Sylwka. Była m.in. u nas moja koleżanka, która zajmuje się na co dzień dziećmi... i kurcze uświadomiła nam tyle błędów jakie popełniamy w wychowaniu... że szkoda gadać, normalnie tylko się okopać. Choć swoją drogą, wiele daje takie uświadomienie przez kogoś tak prozaicznych błędów.
Madziu, oczywiście zaproszenie aktualne, jak tylko będziesz w Chojnicach daj znać . Zapraszamy nawet na nocleg, łóżek mamy dość a i łóżeczko turystyczne, pełniące na co dzień rolę kojca, możemy użyczyć.
A swoją drogą... na myśl o Chojnicach przypomniał mi się mój obóz integracyjny przed średnią szkoła, bo właśnie w Chojnicach była nasza baza wypadowa. To były czasy... tam zakończyła się moja pierwsza, wielka miłość... Ale mi się na wspomnienia zebrało...
Źródło: maluchy.pl/forum/index.php?showtopic=38743


Temat: Prawo jazdy zdrożeje
Kursy na prawo jazdy zdrożeją nawet o kilkaset złotych. Wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego wymieniają właśnie samochody, których używają na egzaminach. To samo muszą zrobić szkoły nauki jazdy, bo kursanci chcą szkolić się na takich autach, na jakich będą zdawać egzamin. Dodatkowe koszty instruktorzy odbiją sobie, podnosząc ceny - ujawnia DZIENNIK.

W Warszawie, Lublinie i Krakowie ośrodki egzaminacyjne wybrały toyoty yaris. Trwają lub będą rozpisane konkursy ofert na auta m.in. w Białej Podlaskiej, Olsztynie, Koszalinie i Bydgoszczy. Po co te zmiany? Każdy WORD w Polsce raz na trzy lata organizuje przetarg na wynajem samochodów - wymaga tego ustawa o zamówieniach publicznych. W Warszawie w ostatnim przetargu w listopadzie 2007 r. zwyciężyła toyota. Pokonała używane dotychczas ople corsa.

W stolicy od 18 lutego wszystkie egzaminy są przeprowadzane już na nowych autach. "W przetargu uczestniczyli też dealerzy fiata i opla, o wygranej decydowała cena, wynajem toyoty był najtańszy" - tłumaczy Tomasz Matuszewski ze stołecznego WORD. Ta sama sytuacja jest w Lublinie. "Konkurs na nowe samochody został rozstrzygnięty. Od 3 marca będziemy mieć 8 nowych toyot. W sumie dostaniemy 20 aut" - mówi Ryszard Pasikowski, dyrektor lubelskiego WORD. "Toyota zaproponowała 300 zł za miesiąc od samochodu, konkurencja chciała o 100 zł więcej. Jesteśmy jednostką publiczną, musieliśmy wybrać najtańszą ofertę" - tłumaczy powody wymiany aut.

Ale oszczędności ośrodków egzaminacyjnych oznaczają poważny wzrost kosztów dla szkół jazdy. Co prawda nie ma przepisu, który nakazywałby szkolenie na tych samych samochodach, w których odbywa się egzamin, ale i tak niemal wszyscy kursanci będą chcieli jeździć yarisami. Dlatego też właściciele szkół nie mają wyboru i muszą zmienić flotę. "Mamy 120 samochodów, głównie ople. Teraz wymieniamy je na toyoty. To ogromna inwestycja, poza tym instruktorzy chcą zarabiać coraz więcej. Dlatego od przyszłego tygodnia podnosimy cenę kursu na prawo jazdy kat. B o 200 zł - z 1400 do 1600 zł" - informuje Zbigniew Sargowicki ze szkoły jazdy "Imola" w Warszawie.

Instruktorzy twierdzą, że toyota może pozwolić sobie na wynajęcie aut ośrodkom egzaminacyjnym na preferencyjnych warunkach, bo dealer odbije sobie straty na szkołach nauki jazdy. "Faktycznie, to tam sprzedawca robi największe pieniądze" - potwierdza Urszula Łukasiewicz z krakowskiego WORD. Konieczność wymiany aut wścieka właścicieli szkół. "To są najdroższe samochody w swojej klasie. Yaris gold, na którym zdają warszawiacy, kosztuje 45 - 48 tys. zł. Ople są o wiele tańsze" - mówi Wojciech Szemetyłło, prezes Stowarzyszenia Ośrodków Szkolenia Kierowców. "Poza tym opel dawał nam dużo wyższe upusty" - dodaje.

Członkowie stowarzyszenia uważają też, że co prawda yaris to dobry i nowoczesny samochód, ale nie bardzo nadaje się do nauki jazdy. "Nie da się w nim zrobić instalacji gazowej, co w naszym przypadku jest bardzo istotną sprawą, bo pozwala zaoszczędzić na paliwie. Dodatkowo spala więcej benzyny niż inne pojazdy tej samej klasy" - twierdzi Zbigniew Bem z SOSK.

Co całe to zamieszanie oznacza dla kursantów? To oni pokryją koszty dostosowania szkół jazdy do nowej rzeczywistości. Za kurs w renomowanej szkole trzeba zapłacić 1300 - 1400 zł. Ale zdaniem instruktorów ceny jazd doszkalających są za niskie. "Godzina jazdy kosztuje zwykle 45 - 50 zł, a wychodzimy na tym niewiele ponad kreskę. Teraz trzeba zmienić auta. Nie możemy sobie pozwolić na starty. Dlatego przewiduję 30-proc. wzrost ceny kursu. To tylko kwestia czasu" - tłumaczy Wojciech Szemetyłło.

W małych szkołach jazdy, które są nieco tańsze, ceny też poszybują w górę. "Dopiero co kupiłem nowego opla. Dla wygody kursantów zamówiłem wersję z klimatyzacją. Teraz okazało się, że muszę mieć toyotę, bo inaczej nikt do mnie nie przyjdzie. Na tej wymianie stracę ok. 20 tys. zł. To odbije się na cenie kursu" - tłumaczy Andrzej Pawlak spod Lublina, który sam prowadzi szkołę jazdy i ma jeden samochód.

dziennik.pl
Źródło: cafemirenium.kylos.pl/viewtopic.php?t=8968