gdzie znaleźć pracę z własną koparka

RAWICZ.8log.pl | Strona: 19.html

Temat: TECHNIKUM EKONOMICZNE - za i przeciw Czy warto pójść do tech. ekonomicznego?

Liceum(oczywiście dobre) daje Ci przy odpowiednim nakłądzie własnej pracy dobrze zdaną maturę, a co za tym idzie dostanie się na dobre, wymarzone studia. Technikum Ci daje zawód? W tych czasach ekonom po technikum może poszukać pracy, ale raczej na budowie jako pomocnik...


Dzisiaj nikt w biurach nie zatrudnia osób po technikum ekonomicznym. Znajdziesz pracę co najwyżej... w kasie w Biedronce.
Zależy, czy chcesz iść na studia czy nie masz może predyspozycji. Jeżeli chcesz zakończyć naukę na maturze to wybierz lepiej jakieś technikum budowane i to takie, w którym zrobisz np. uprawnienia na koparkę, równiarkę, ładowarko-koparkę, walec drogowy, rozkładarka mas bitumicznych, itp. Wiem, że takie technika to rzadkość, ale się zdarzają.
Jako operator maszyn budowlanych masz bardzo dużą szansę znaleźć pracę.

PS. Operator rozkładarki czy walca zarabia w Strabagu nawet 5-7 tys! U mnie (w mniejszej firmie drogowej) operatorzy zarabiają w sezonie z nadgodzinami nawet 4 tys. brutto.

Źródło: forum.idg.pl/index.php?showtopic=80391



Temat: Koparki
dziekuje za odpowiedz:) wiem ze z minikoparka niewiele sie zarobi a nie mam kasy zeby kupci koparko ladowarke wiec mysle o zatrudnieniu sie u kogos:) albo otworze jakis wlasny biznes:)


Mozecie mi doradzic na co najlepiej zrobic uprawnienia na koparke czy na koparko-ladowarke, Ile taki kurs kosztuje ??? i Ile trwa bo szukalem info na ten temat na necie i nie moge znalesc;/
A nie wiececzy trudno jest znalesc taka prace w okolicach wroclawia???

BO chce wrocici do polski na nastepne wakacje i albo zalozyc wlasny biznes , Lub zrobic uprawnienei na koparke i u kogos pracowac .Zastanawiam czy na koparke trudno znalesc prace i ile by trwalo zrobienei tych uprawnien bo wiem ze bez uprawniene to raczej ciezko o prace:((
z gory dzieki
Źródło: biznesforum.pl/viewtopic.php?t=16136


Temat: [cała Polska] Jakie bezrobocie?!
" />
">Jak by se gosciu zaklad produkcyjny otworzyl gdzies w Szczecinie badz podobnie jak nasze grzalki w rejonie gdzie jest duzo wiosek i miejscowosci w poblizu to by nie mial problemu ze znalezieniem ludzi z okolic
to tez nie tak Gizmo kupa, bylam jakis czas temu w PUP bo napisali ze mam przyjsc na zebranie bo prace maja...w Szczecinie badz co badz ale dojazd przy odpowiedniej liczbie osob zorganizowali by za free...na tym zebraniu bylo chyba ze 40 osob wiesz ile wyrazilo chec podjecia pracy?doliczylam sie moze 5...dojazd za darmo tez juz nie zadowala ludzi


">Niech ze gosciu zaklad przeniesie do Pyrzyc to i za te 7 stowek znajdzie chetnych.

praca byla za okolo 800-900 zl na starcie z mozliwoscia bonusa i takie tam (praca przy montowaniu drobnych czesci) i sytuacja byla jak wyzej opisalam.


">tokarz,operator koparki, operator zurawia ,frezer,ciesla szalunkowy,itp
takie zawody i kursy to robili nasi rodzice rocznik ktory sie urodzil w latach 1945,


zgadza sie teraz takich fachowcow poszukuja dlatego szkoly zawodowe sa teraz przyszloscia a nie licea i studia.w szkole zawodowej zdobywa sie konkretny fach mozna jeden z wyzej wymienionych a mozna inny w zaleznosci co proponuje szkola.albo zrobic kurs na wlasna reke tez mozna skoro wiadomo ze w takim zawodzie na bank bedzie praca.
Źródło: forum.pyrzyce.biz/viewtopic.php?t=5661


Temat: Na co warto na początku zrobić prawo jazdy/uprawnienia
" />Busia ze stażem mam tyle dobrze że będę odrabiał go u wuja w firmie budowlanej i poza normalnym wynagrodzeniem za wykonaną pracę będę brał też stażowe:) i szkoda mi z niego rezygnować na rzecz kursu np na C za 2000zł, bo gdybym może odrabiał staż gdzieś indziej to niestety ale tak miał z wynagrodzeniem raczej nie będę. Jutro idę do urzędu pracy sprawdzę jakie są prowadzone kursy teraz ale chyba będę robił coś za własne pieniądze. Przymierzam się do kursu na C i na widlaka. A wie ktoś może jakie są realia znalezienia pracy w drogówce(chodzi mi o ten walec ew.koparkę)? Ciężko jest taką pracę zdobyć?
Źródło: wagaciezka.com/viewtopic.php?t=14995


Temat: Czas pracy kierowców
" />jeszcze raz moje pytanie - nigdzie nie mogę znaleźć odpowiedzi ew. proszę o podanie jakiejś ustawy to sam doczytam ;/



">jak wygląda czas pracy kierowcy wykonujący transport na potrzeby własne czyli 12h pracy jak wyglądają pauzy ? 4,5 45min przerwy 4,5 i co dalej ??? koparka ładuje ziemie z wykopu na wywrotkę i odwożę ją jakieś 2km w obie strony - kierowanie nie jest moim głównym zajęciem

a druga sprawa jadę z kręgami albo żwirem do budowy oczyszczalni albo przyłącza wodociągowego rozładunek i zostawiam pojazd i pracuje przy budowie oczyszczalni albo przyłącza i jaki czas pracy mnie obowiązuje ?

Źródło: wagaciezka.com/viewtopic.php?t=3022


Temat: Blokowanie inwestycji

Witajcie.
Mam do Was pytanie natury prawnej zwiazane z prowadzona inwestycja
budowy domu jednorodzinnego.
Wszystko mam zalatwione i zalegalizowane - na PNB stoi jak byk:
Budowa domu jednorodzinnego wraz z przylaczami...
Na te przylacza mam porobione projekty i teraz wykonawca zaczal robic mi
wodociag.
Do poprowadzenie jest ok 100 m, ale poza moja posesja sa dzialki
prominentnych wiejskch gospodarzy i... nagle obudzili sie, jak zobaczyli
koparke i caly sprzet pracujacy przy przebitce pod droga, ze przeciez na
te potrzeby - ich dzialek i ew inwestycji tam przewidywanych - trzeba
wode dac w rurze nie 40 mm, jak mialem w warunkach z wodociagow, tylko w
90 mm, bo przeciez czterdziestka nie wystarczy...
Zlecieli sie jacys dyrektorzy, soltys i inne takie i orzekli, ze trzeba
jednak tam polozyc rure fi 90, a nie 40...

Kazali zaprzestac prac i maja dac odpowiedz czy dofinansuja mi o roznice
kosztu miedzy tym, co mialo byc pierwotnie, a tym co oni sobie tam chca.
- Mnie to lata, czy tam bedzie fi 90, czy fi 40, byle bym ja nie musial
za to dodatkowo placic.

I teraz moje pytanie.

Czy instancja typu soltys, ew wojt gminy, czy dyrektor wodociogow moga
mi wstrzymac inwestycje i opoznac wykonanie ze wzgledu na swoja wlasna
pomylke przy wydawaniu warunkow przylacza? W koncu wszystkie projekty i
uzgodnienia zatwierdza i akceptuje starostwo, a nie gmina, ani wies...
Czy na ich polecenie ja musze wstrzymac wykonywanie prac i czekac na
jakies rozstrzygniecia? Czy gdyby mi chcieli utrudniac nie
dofinansowujac roznicy w kosztach i nie pozwalajac jednoczesnie na
kontynuowanie prac, to czy ja moge znalezc na nich jakiegos bata? Jesli
tak, to jakiego?

pozdr
robercik-us
Źródło: forum.domki.net/viewtopic.php?t=9658


Temat: Blokowanie inwestycji

On 15 Wrz, 14:16, robercik-us wrote: Witajcie.
Mam do Was pytanie natury prawnej zwiazane z prowadzona inwestycja
budowy domu jednorodzinnego.
Wszystko mam zalatwione i zalegalizowane - na PNB stoi jak byk:
Budowa domu jednorodzinnego wraz z przylaczami...
Na te przylacza mam porobione projekty i teraz wykonawca zaczal robic mi
wodociag.
Do poprowadzenie jest ok 100 m, ale poza moja posesja sa dzialki
prominentnych wiejskch gospodarzy i... nagle obudzili sie, jak zobaczyli
koparke i caly sprzet pracujacy przy przebitce pod droga, ze przeciez na
te potrzeby - ich dzialek i ew inwestycji tam przewidywanych - trzeba
wode dac w rurze nie 40 mm, jak mialem w warunkach z wodociagow, tylko w
90 mm, bo przeciez czterdziestka nie wystarczy...
Zlecieli sie jacys dyrektorzy, soltys i inne takie i orzekli, ze trzeba
jednak tam polozyc rure fi 90, a nie 40...

Kazali zaprzestac prac i maja dac odpowiedz czy dofinansuja mi o roznice
kosztu miedzy tym, co mialo byc pierwotnie, a tym co oni sobie tam chca.
- Mnie to lata, czy tam bedzie fi 90, czy fi 40, byle bym ja nie musial
za to dodatkowo placic.

I teraz moje pytanie.

Czy instancja typu soltys, ew wojt gminy, czy dyrektor wodociogow moga
mi wstrzymac inwestycje i opoznac wykonanie ze wzgledu na swoja wlasna
pomylke przy wydawaniu warunkow przylacza? W koncu wszystkie projekty i
uzgodnienia zatwierdza i akceptuje starostwo, a nie gmina, ani wies...
Czy na ich polecenie ja musze wstrzymac wykonywanie prac i czekac na
jakies rozstrzygniecia? Czy gdyby mi chcieli utrudniac nie
dofinansowujac roznicy w kosztach i nie pozwalajac jednoczesnie na
kontynuowanie prac, to czy ja moge znalezc na nich jakiegos bata? Jesli
tak, to jakiego?

pozdr
robercik-us

Źródło: forum.domki.net/viewtopic.php?t=9658


Temat: Kurs na koparkoładowarki
" />III Klasa jest podstawową ale w przypadku koparko-ładowarek uprawnia do obsługi wszystkich ich typów i rozmiarów. Ja robiłem na koparki jednonaczyniowe (III Kl. czyli łyżka do 0,8 m sześciennego). Teoria była wspólna na wszystkie rodzaje maszyn. Mój kurs trwał 6 tygodni, zajęcia trzy razy w tygodniu po dwie godziny (pon, śr, pią) czyli wyszło jakieś 35h plus praktyka do wyboru w ośrodku lub we własnym zakresie. Zajęcia to masa teorii, na pewno przydatnej ale musi być wykładana przez fajnych ludzi bo inaczej ziewanie, smuty i do egzaminu trzeba będzie kuć. Teoria obejmuje wiadomości ogólne o robotach ziemnych, pomiary, dokumentacja i technologia robót, rodzaje i eksploatacja maszyn, bhp, rodzaje i charakterystyki napędów, wszystkie układy, elektrotechnika, rodzaje silników itd.
Co po tym kursie można robić - pracować jako operator koparko-ładowarki. Kurs NIE uprawnia do obsługi koparek ani ładowarek a tylko i wyłącznie koparko-ładowarek.
Egzamin teoretyczny jak i praktyczny jest przeprowadzany przez komisję z Instytutu Mechanizacji Budownictwa i Górnictwa Skalnego - byli tacy co nie zdali. Ze mną zdawało około 200 innych i średnio co czwarty oblewał teorię. Egzamin praktyczny to formalność ale obsługiwać sprzęt trzeba umieć.
Koszta 1650zł + chyba 300zł za praktykę (ja załatwiałem sobie sam więc płaciłem podstawę)
Jeździłem na kurs do ośrodka POLKAR w Żukowie k. Gdańska więc do Limanowej ładny kawałek ale inne ośrodki są w wielu miejscach w kraju
Bez doświadczenia pracę znaleźć trudniej niż jako kierowca C+E.

Jeśli potrzebujesz więcej informacji to pisz.

Pomocne forum - www.kopaczka.pl
Źródło: wagaciezka.com/viewtopic.php?t=24929


Temat: DWA MILIONY BEZROBOTNYCH

za:
http://krzysztof.dzierzawski.info/index ... &Itemid=29

Świetny cytat. Wyjaśnia co nie jest przyczyną bezrobocia.
A co jest przyczyną?

aż roi się od fałszywych teorii. Dokonajmy krótkiego ich przeglądu:
źródłem PKB jest praca, to większa jej ilość przysporzy większego PKB - nie na odwrót. Spadek bezrobocia zaowocuje wzrostem PKB. Jeśli ktoś twierdzi, ze jest inaczej, ma tyle samo racji co autor poglądu głoszącego, że deszcz pada, ponieważ jezdnie są mokre.

- Bezrobocie to nieunikniona konsekwencja wzrostu wydajności pracy. To przeświadczenie zasadza się na obserwacji, że w wyniku postępu technicznego czy zmiany metod organizacji pracy do wykonania określonego zadania potrzeba mniej ludzi. Jeśli dawniej wykopanie kilometra rowu wymagało zatrudnienia stu pracowników, a dziś wystarcza praca jednego operatora koparki, to chyba jasne, że 99 ludzi nie jest już potrzebnych i niezawodnie zasilą oni szeregi bezrobotnych.

Patronem tej popularnej szkoły ekonomicznej mógłby być Ned Ludd, angielski tkacz, człowiek być może niepiśmienny, który dostrzegł przenikliwie, że wprowadzenie maszyn włókienniczych pozbawia zajęcia ludzi, wytwarzających sukno ręcznie. Spostrzeżenia Ludda i jego dzisiejszych, późnych wnuków są niepodważalne, ale wnioski, jakie z nich wyprowadzają, są całkowicie błędne (???)

- Bezrobocie jest skutkiem nierównowagi bilansu handlowego. Ponieważ kupujemy za granicą więcej, niż tam sprzedajemy, przeto pozbawiamy pracy wytwórców krajowych - głoszą liczni wyznawcy tego poglądu. - Finansujemy miejsca pracy za granicą - mówią - ponieważ tam, a nie w kraju, kupujemy towary. Załóżmy, że tak jest w istocie, że to my finansujemy zagraniczne miejsca pracy. Ale czy to znaczy, że oprócz tego, co tam kupimy, niczego już nie potrzebujemy? Że w związku z tym nie trzeba wykorzystywać na własne potrzeby krajowych zasobów pracy, kapitału, surowców itd.?

Tym bardziej że to nie my finansujemy zagraniczne miejsca pracy - z tego prostego powodu, że nie mamy fabryki ani kopalni dolarów. Ujemne saldo handlowe jest odbiciem dodatniego salda inwestycji zagranicznych. Jeśli kupujemy za granicą więcej, niż tam sprzedajemy, to robimy to za ich, a nie za nasze pieniądze (???) Argumentacja na rzecz poglądu, upatrującego w imporcie przyczyny bezrobocia, tyle jest warta, co zawartość "Petycji producentów świec", domagających się od króla wprowadzenia przymusu zasłaniania okien w ciągu dnia. Niemcy, cieszący się od lat nadwyżką w bilansie handlowym, mają bezrobocie przekraczające 10 procent; Stany Zjednoczone - odwrotnie, chronicznie ujemny bilans obrotów z zagranicą łączy się tam z niskim bezrobociem.

- Za bezrobocie odpowiada wyż demograficzny. Za tym poglądem stoi pozorna poprawność rozumowania: przy danej liczbie miejsc pracy każdy przyrost liczby rąk do pracy musi zaowocować wzrostem bezrobocia. Dlatego liczniejsze niż wcześniej roczniki młodzieży, kończącej szkoły i uniwersytety, postrzega się jak największe nieszczęście, po prostu dopust Boży!

Ale rzecz w tym, że jest to rozumowanie fałszywe. Podaż miejsc pracy dostosowuje się - tak było zawsze - do podaży rak do pracy. Między połową XVIII a połową XX wieku ludność Anglii zwiększyła się dziesięciokrotnie. Europa Zachodnia lat 60. i 70. XX wieku zapewniła pracę własnym rocznikom powojennego wyżu, jej gospodarka wchłonęła miliony mieszkańców wsi, przyjęła wreszcie rzesze poszukujących pracy imigrantów z południowej części kontynentu.

- Zbyt niski i niewłaściwy poziom edukacji jest przyczyną problemów ze znalezieniem zatrudnienia - to kolejny mit o bezrobociu. Rynek pracy - powiada się - wymaga ludzi wykształconych, nowoczesnych, kompetentnych, reszta nie ma tam czego szukać. Cóż się dziwić, że trzy miliony osób bezskutecznie poszukują zajęcia.

Dlaczego zatem odsetek bezrobotnych wśród młodzieży, wykształconej bez porównania lepiej, jest mniej więcej dwa razy większy niż w pokoleniu jej rodziców? Dlaczego znajdują bez trudu pracę niepiśmienni i nie znający języka nielegalni przybysze do Stanów Zjednoczonych, kraju, który w rozwoju technologii wyprzedza Polskę o pokolenie? Pewnie, że wyższy poziom edukacji sprzyja rozwojowi gospodarki. Ale żaden poziom wykształcenia nie może być warunkiem uzyskania pracy.

Mity i fałszywe teorie są niesłychanie szkodliwe - usprawiedliwiają błędy i demobilizują; odwracają uwagę od istoty rzeczy. Prawda zaś jest taka: warunkiem koniecznym i wystarczającym, całkowicie wystarczającym!, do powstania miejsca pracy jest istnienie rąk gotowych ją podjąć.

Jeśli zaś są wolne ręce do pracy, a mimo to miejsca pracy nie powstają, to sytuacja taka jest wynikiem systemowego błędu, popełnionego i popełnianego przez kierownictwo państwa. To patologia, dla której nie można znaleźć żadnego usprawiedliwienia.

Źródło: forum.michalkiewicz.pl/viewtopic.php?t=16814


Temat: Najważniejsze jest zawsze życie?
podstawowe pytanie - czy życie ma cenę?
czy życie jednego człowieka jest cenniesze od drugiego?
czy człowiek człowiekowi może cene nadać?
hm.
każda istota ludzka ma prawo do życia. na gruncie tego stwierdzenia mozemy postawić następne, które będzie rozwinięciem odpowiedzi - życie żadnej ceny nie ma (w sensie: jest bezcenne, a nie - nic nie warte, jak się nasuwa po pierwszym przeczytaniu), skoro każdy każdemu jest równy, czego ani nikt, ni nic w stanie nie jest zmienić, jako że prawo do równości każdemu przysługuje, tak jak prawo do życia - i jest naturalne. i tu się oba te prawa powinny zazębiać.
ale.
1. (tu decyzja o czyimś życiu, życiu konkretnej osoby nic nie zagraża)
człowiekowi przyszło się znaleźć w ekstremalnej sytuacji kiedy ma decydować o czyimś życiu. musi właśnie ocencić.
często sobie wyobrażam następującą sytuację:

jestem operatorem koparki, kształtuję krajobrazy, pracuję mianowicie na żwirowni. Kończe pracę, opuszczam jej miejsce - i nagle oczom mym ukazuje się przerażający widok: z urwiska zwisa dwoje ludzi, gęby zupełnie mi nieznajome (tym trudniej "ocenić", cóż za słowo w tym przypadku). Muszę, chcę ingerować, nie mogę, nie potrafię "nie zauważyć". Nie tracąc czasu, podbiegam do nich. Po bliższych oględzinach stwierdzam, że w stanie jestem uratować tylko jednego - ani ich obu równocześnie, bo za ciężcy jak na moje cherlawe ciałko, ani każdego z osobna, bo mam ekstremalnie mało czasu do dyspozycji - już wiem, że jeden niechybnie spadnie z wysokiej skarpy, że na pewno jednemu nie pomogę... [na pewno mu nie pomogę - paraliżująca myśl, czyż nie?]

I o to się cała sprawa rozbija: który to? Którego rękę chwycić? Czym się kierować w wyborze? Właśnie, kierować się czymś w ogóle, czy brać pierwszego z brzegu? A jak wybór mój padnie na pierwsze wyjście - to czy nie przeświadczę się już PO, że ten drugi... mógł bardziej zasługiwać na życie(1)? Czy ja (jako "ludź" przede wszystkim - czyli jako istota mająca te same prawa co inni) mogę "nadawać cene" życiu tych ludzi, co zawsze równoznaczne jest z przyznaniem większej jednemu niż drugiemu? ITD.

Na tysiące kurewsko trudnych pytań muszę udzielić odpowiedzi... w kilka sekund, bo czas, z czego doskonale zdaję sobię sprawę i co utrudnia mi dodatkowo podjęcie decyzji - odgrywa tu pierwszoplanową rolę. O człowieku, prowadzący spokojne życie operatora koparki człowieku, o prochu marny, zadecyduj teraz, kto z tych ludzi spadnie, a kto przeżyje.

(ta sama zasada panuje w innych zupełnie tej niepodobnych sytuacjach - przecież jako obywatele również musimy, czasem nie zdając sobie z tego sprawy, decydować o czyimś życiu)

2.
Jak sobie siedzę przed komputerem teraz tutaj, powiedzieć mogę - zawsze oddam swe życie za życie:
-> rodzica, bliskiego mi przyjaciela (i dziecka mojego, i "drugiej połowy" mojej, których jeszcze nie mam): albowiem łączy mnie z nimi więź uczuciowa, emocjonalna, duchowa (miłość); Bowiem zależy mi na nich bardziej niż na własnej osobie (miłość); bowiem właśnie kocham ich bardziej od siebie i ze względu na tę miłość nawet za cenę własnego życia - uczynie tak, by życia nie stracili
-> wielu nieznanych istnień: albowiem mnie jest jedno życie, a one stanowią żyć wiele (wyprane z uczuć zupełne, czyż nie? pytanie, czy można tu kalkulować, rachować)

Oto właśnie druga strona medalu: moje życie nie ma ceny dla mnie wobec życia tych, których kocham. Moje spojrzenie, moja świadomość ich zależności ode mnie, moje życie, któremu całkowicie świadomie odbieram cenę.

Ale tu chodzi o osobiste sprawy, które nie wpływają w żaden sposób na stan ogólny. Jednostka dla jednostek bądz kilku jednostek.

Gdy żyje się w czasach ekstremalnych, wojny np., sytuacja jest ekstremalna - zasady zupełnie się zmieniają.
Źródło: victor.com.pl/forum/viewtopic.php?t=3078